Przy okazji robienia porządków w domu i w komputerze, natknąłem się na różne zdjęcia sprzed lat. Na pierwszy rzut umieszczam te dwa. Jest to taka mini sentymentalna podróż dla osób pamiętających czasy filmu.

Zdjęcie powyżej wykonałem około 1997-98 roku, więc był to dla mnie albo koniec liceum, albo sam początek studiów. Film czarno-biały, spore ziarno, powiększone dodatkowo poprzez skanowanie. Są to czasy kiedy robiło się po prostu zdjęcia, bez zastanawiania się nad tym co dalej z nimi będzie.

Zdjęcie powyżej zostało wykonane około 2002 roku. Niby już nowe millenium, lecz nadal w pracy fotografika jest wiele rzeczy, które trudno znaleźć we współczesnym studio.
1. Swiatłomierz – wiele osób (w tym ja) doskonale sobie bez niego radzi. Mam jeszcze jeden taki w szafie (Minolta Flash Meter V), ale nie ujrzał on światła od lat – odkąd powszechna stała się fotografia cyfrowa.
2. Polaroidy – to te takie małe karteczki na stole. Nazwa wywodzi się z firmy Polaroid, która robiła (i chyba robi) filmy, z których powstają natychmiastowe zdjęcia. Kiedyś był to jedyny sposób na zobaczenie efektów swojej pracy bezpośrednio w studio, a dzisiaj ‘zrobić komuś polaroidy’ oznacza szybkie zdjęcia testowe bez przygotowania (np. modelkom na castingu). Z prawdziwym polaroidem nie ma to jednak nic wspólnego.
3. Pod światłomierzem leżą negatywy z jakiejś innej sesji.
4. W pobliżu leży też film do średniego formatu.
5. Niedaleko jest też lupa do podglądania szczegółów w polaroidach i negatywach.
W tych czasach modelki też były bardziej cierpliwe (fotografia na filmie to proces czasochłonny) i mniej skomercjalizowane.
|