Skaner Epson V750 PRO
2 Comments ·01.08.10· Posted by Michał Jędrak in sprzęt
Historia lubi zataczać koła i po latach zabawy w fotografię cyfrową, na nowo doceniam jakość, rozpiętość tonalną i fakturę, jaką oferują zdjęcia czarno-białe. Jednak co z tego, że zrobię ładne zdjęcia i powieszę je na ścianie. Ważne jest, aby się dzielić swoimi zdjęciami ze światem. Mam nadzieję, że moja żona tego nie przeczyta, gdyż od razu dostanę ‘wykład’ na temat tego, że mam setki nowych zdjęć do wrzucenia na stronę a nie mogę się zebrać. No ale zostawmy praktykę z boku i zajmijmy się teorią: otóż teoretycznie, aby dzielić się fotografią analogową z szerszą, internetową publicznością, należy mieć skaner.
Moja wiedza na temat skanerów zatrzymała się ponad 10 lat temu. Miałem wtedy bardzo dobry, choć powolny skaner Minolta do filmów 35mm oraz kupiłem tzw. klapę (skaner płaski) Epsona 2450. Nie było wtedy tego skanera w Polsce i musiałem pojechać do Londynu, żeby go kupić. Był dobry do średniego formatu, ale miał wszystkie wady ‘klapy’: wszędzie paprochy, brudząca się szybka, wyginający się film od dziadowskich ramek. Efekt był taki, że raz włożyłem film i zeskanował się ładnie, potem go wyjąłem z ramek i przy drugim zamontowaniu zeskanował się gorzej, bo film się inaczej ułożył. Generalnie trzeba było być cierpliwym, aby skanować. Był to jednak czasy, kiedy ludzie generalnie posiadali sporo cierpliwości, gdyż aparaty były wolne i komputery też. Sporo tymże Epsonem zeskanowałem i potem nastąpił martwy okres, gdyż musiałem/chciałem fotografować aparatem cyfrowym.
Mam dość słaby refleks, gdyż potrzebowałem prawie dekady, aby się zorientować, że nigdy nie uzyskam aparatem cyfrowym tej samej surowości, tego samego ziarna i, przede wszystkim, rozpiętości tonalnej, jaką oferuje każdy, nawet byle jaki, film. Jednak lepiej się kapnąć późno niż wcale i fotografuję coraz częściej normalnym aparatem, jak również postanowiłem kupić skaner.
Kupiłem więc skaner Epson V750 Pro przez internet, lekko używany. Sprzedający to bardzo miła i kulturalna osoba. Ja też bywam miły i kulturalny, ale nie zawsze… Szanowny Panie, jest Pan śmierdzielem. Co mi po Pana kulturze i co z tego, że skaner jest w stanie idealnym, skoro wszystko śmierdziało tak, jakby wyszło z wędzarni. Jak otworzyłem pudełko to rozszedł się taki smród papierochów, że gościł on w moim domu przez tydzień. Nie wiem jak osoba żyjąca na jakimś tam poziomie kultury może katować siebie i innych takim smrodem. Z każdego nałogu można wyjść, serio: są wycieczki w Himalaje, można spędzić miesiąc w puszczy pośród żubrów itd… Są na świecie miejsca gdzie nie ma kiosków z petami, a feee.
Wracając więc do tematu, skaner dotarł do mnie bez problemu i w stanie ślicznym. Z wigorem zainstalowałem program SilverFast (kiedyś topowy program do skanowania) i epsonowski programik do skanowania. No i zaczął się koszmar. Te programy nie zmieniły się od ponad dekady: diabelnie toporne, mało precyzyjne, trudne w obsłudze, powolne, wieszające się, nielogiczne i po prostu wstrętne. Zawiodłem się zwłaszcza na SilverFast, po którym się spodziewałem jakiegoś postępu przez 10 lat.
A czego normalny fotografik oczekuje w dzisiejszych czasach od programu do skanowania?
1. Wkładam film do skanera
2. Pojawiają mi się miniatury zdjęć na filmie i program je automatycznie zaznacza lub ja mu w tym pomagam.
3. Obracam zdjęcia jeśli były robione w pionie czy poziomie
4. Ustawiam rozdzielczość skanowania i rodzaj materiału (slajd, B&W, kolor)
5. Wpisuję tagi EXIF na zdjęcia: aparat, film, czułość, obiektyw
6. Klikam ‘SCAN’ i idę na kawę a skaner się męczy
7. Program zapisuje wszystko w formacie RAW, albo lepiej DNG
Niestety żaden z testowanych przeze mnie programów nawet nie zbliża się do tego, chyba logicznego, wzorca. Testowałem ten niby wspaniały SilverFast, VueScan i Epson Scan. Najlepiej się sprawował Epson Scan.
A może jestem wrednym dziadem i wybrzydzam?
Chyba jednak nie wybrzydzam. Ja po prostu wymagam od skanera, aby dawał jak najlepszą jakość optyczną i skanował tak, aby wyciągnął maksymalnie dużo z negatywu, czyli chcę mieć taki cyfrowy negatyw, który potem będę mógł obrobić w programach do obróbki zdjęć. Tymczasem programy do skanowania mają tysiące suwaczków, przycisków i debilnych opcji. Oznacza to, że NIE ma możliwości normalnej, bezstresowej cyfryzacji kliszy. Każdą klatkę mogę skanować 10 razy i za każdym razem dokonać innych ustawień: inny kontrast, inna jasność, inne odwzorowanie detali w cieniach i w wypadku koloru mogę mieć setki różnych ustawień koloru. Tylko po co to wszystko, skoro ja nie wiem, które ustawienie jest prawdziwe, a prawda jest tylko jedna i ja chcę tę prawdę mieć przeniesioną do komputera. Chcę te same dane, możliwie wiernie i powtarzalnie mieć zapisane cyfrowo. Niestety jest inaczej i mogę sobie raz zeskanować film kontrastowo i potem zmienić zdanie i… Muszę go skanować od nowa. Na domiar złego większość narzędzi w programach do skanowania więcej zepsuje niż poprawi. Kiedyś, kilkanaście lat temu, gdy jeszcze siedziało się przed kineskopem i komputery miały 16MB RAMu, takie skanowanie było metafizycznym przeżyciem porównywalnym ze spotkaniem z obcą cywilizacją. Dzisiaj, w obecności intuicyjnych programów jak Lightroom, Photoshop, Aperture czy nawet Google Picasa, skanowanie staje się upierdliwą, toporną, nieprecyzyjną i niezrozumiałą czynnością. Kiedyś przez długi czas obsługiwałem program SilverFast, więc wiem o co w tym chodzi, jednak obecnie taka skamielina wywala mi żyły na szyi z wściekłości.
W wyniku tych frustracji polubiłem program Epson Scan, gdyż robi dla mnie najwięcej:
- pokazuje miniatury
- łatwo je obracam i precyzyjniej kadruję
- mogę ustawić kadrowanie z większym lub mniejszym marginesem
- łatwo ustawiam rozdzielczość i rodzaj materiału
- ma mało bzdurnych suwaczków
- łatwo ustawiam sobie skaner na minimalny kontrast przez co nie ucina mi histogramów
- zapisuje jako 16-bitowy TIFF. Mało to pocieszające (wolałbym DNG) ale przynajmniej jest 16 bitów na kanał.
Niestety lepiej nie będzie, gdyż skanowanie wymiera. Zajmują się nim tylko jakieś oszołomy jak ja. Obecnie mainstream to przecież cyfrowe kompakty, które potrafią wszystko, a nie jakieś aparaty i skanery na film.
Zostawiam jednak kwestie oprogramowania na boku. Jakoś trzeba się nauczyć żyć z tak ułomnym/karkołomnym sposobem skanowania. Podstawowe pytanie brzmi: czy warto kupić taki skaner???
I warto i nie warto
Dlaczego tak:
- Epson V750 jest wyraźnie lepszy pod względem jakości od topowych skanerów sprzed wielu lat.
- jest wykonany solidnie
- jego klapa blokuje się po podniesieniu. Nie trzeba opierać jej o czoło podczas wkładania ramki z filmem
- w jego klapie znajduje się ruchoma świetlówka, co daje mniej niechcianych odbić niż jednolita świecąca powierzchnia
- jest stosunkowo szybki. Nie jest to piorun, ale akurat skanuje tyle ile trwa zrobienie kawy
- ramki na film pozwalają na sporą automatyzację, gdyż mieści on jednorazowo 6 klatek 6×6, 24 klatki 35mm, 2 negatywy cięte 10×12.5cm, 12 slajdów w ramkach.
Dlaczego nie:
- jest idiotycznie drogi.
- nie oferuje takiej jakości jak dedykowane skanery do filmów
- nie ma autofocusa
- nie usuwa farfocli ze zdjęć czarno-białych
- ramki są funkcjonalne, ale wykonane ze słabego materiału, z jakiegoś łamliwego plastiku
- oprogramowanie, jak pisałem powyżej, jest absolutnie do niczego
Zdjęcie poniżej było moją bazą do testów:
A teraz dwie animacje pokazujące różnicę w jakości pomiędzy Epsonem V750 a Epsonem 2450 Photo. Mniejsza animacja to 2400dpi, a większa to 4800dpi:
Przełomową różnicę jakości widać od razu. Skany z V750 są wyraziste i lepsze nawet przy 2400dpi. Dla Epsona 2450 rozdzielczość 2400dpi to najwyższa jakość optyczna, a dla V750 jest to 4800dpi. Nie wiem dlaczego przy największej rozdzielczości obydwa skanery wytwarzają jakieś dziwne kreski. Nie wygląda to dobrze, ale wiadomo, że widać to tylko przy maksymalnym powiększeniu. Przy okazji wspomnę, że 2400dpi daje przy formacie 6×6 plik o wymiarach około 5700x5700px, co tworzy obraz o rozdzielczości 32,5Mpx. Rozdzielczość 4800dpi tworzy przy formacie 6×6 obraz 130Mpx, piszę więc tu o takich problemach jak igła w stogu siana. Osobiście nie widzę sensu w skanowaniu zdjęć z większą rozdzielczością niż 2400dpi, gdyż już taki rozmiar tworzy około 70MB plik. Poza tym większość ludzi i tak skanuje, aby pokazać zdjęcie w internecie, w wymiarach nie przekraczających 1000px, a do tego wystarczy nie więcej niż 1200dpi albo i mniej. Dlatego też należy się zastanowić czy taki skaner to narzędzie do archiwizacji (w celu zabezpieczenia przed upływem czasu) wielu ważnych filmów, czy też tylko zabawka w celu umieszczenia swojej twórczości w internecie (wtedy się nie opłaca).
Nadszedł czas na kilka zdjęć obydwu sprzętów:
Ramki do V750 (z lewej) są bardziej skomplikowane, ale i tak nie pomogą przy pogiętych negatywach. Są tak delikatne, że każde włożenie filmu jest wyzwaniem. W niektórych krajach Epson sprzedawał ten skaner z jeszcze jedną ramką do skanowania na mokro. W profesjonalnych skanerach bębnowych moczy się filmy w specjalnym płynie i dosłownie nakleja na powierzchnię skanera. Jednak skanery bębnowe działają na innej zasadzie i dorzucanie takiej ramki do V750 to robienie z ludzi debili. Żaden normalny człowiek nie będzie się babrał 10 minut z każdym paskiem filmu, aby tylko uzyskać odrobinę lepszą jakość.
Reasumując, skaner V750 nie jest zły, ale nie jest też szczytem jakości i inwencji technicznej. To taki dobry pomysł zamknięty w niewłaściwym pudełku. Zrobienie przetwornika o rozdzielczości 4800dpi jest dobrym pomysłem, ale wstawienie go do skanera płaskiego jest szczytem głupoty. Przecież nawet żaden amator nie wybierze ‘klapy’ ponad skaner dedykowany, bo klapa to same wady i ogromna strata jakości. Ciepło wspominam swoją Minoltę, gdyż tam jakość była naprawdę dobra. Było to jednak tak dawno, że nie pamiętam modelu tego skanera.
Na dzień dzisiejszy Epson V750 jest skanerem, który trudno określić. Z jednej strony oferuje lepszą jakość niż inne skanery płaskie, z drugiej strony jest gorszy od skanerów dedykowanych. Myślę, że on jest dla osób, które chcą się trochę pobawić w archiwizację swoich filmów, ale raczej nie zamierzają wykorzystać tych skanów do zrobienia wielkich odbitek. Do pokazywania swoich zdjęć w internecie wystarczy skaner podobny do V300, gdyż oferuje bardzo podobną jakość za 1/8 ceny. Natomiast osoby, które myślą poważnie o skanowaniu będą musiały kupić jakiś skaner Nikona, na przykład LS-8000, który jakością powala Epsona (ceną też). Więc Epson V750 jest takim skanerem niby do wszystkiego czyli do niczego, ale skoro już go mam, to go sobie zostawię.








Dariusz · 21-07-2011 at 10:26:56
Witam, z ciekawoscia przeczytalem ten artykul, poniewaz sam zastanawiam sie nad zakupem skanera. Niestety nie ma zadnego wyboru na rynku, jedynie v700 lub wlasnie v750. Obecnie wszystkie laby robia odbitki z materialow cyfrowych, wiec skanowanie jest konieczne. Skanowanie na profesjonalnych urzadzeniach koszmarnie drogie, a na labach kiepskiej jakosci. Dlatego chyba tez sie zdecyduje na v750. Pytanie jak z perspektywy czasu moze Pan ocenic ten skaner ?
Admin comment by Michał Jędrak · 22-07-2011 at 09:05:31
Ja opinii swojej nie zmieniłem. Ten Epson jest bardzo dobry jak na skaner, ale ergonomia pracy jest kiepska ze względu na wszelkie oprogramowanie.
Nie jest to ideał, bo ideałem byłby ten sam przetwornik, ale nie na szybie, tylko w dedykowanym skanerze do filmów. Wtedy by pewnie nie ustępował skanerom Nikona. Jednak nie ma wyboru, więc trzeba się cieszyć tym, co się ma…