Jako, że trochę się interesuję samochodami terenowymi i biorę udział w róznych imprezach 4×4, to miałem zaszczyt wziąć udział w jednodniowej wycieczce w okolice Szydłowca. Wraz ze znajomym, po drodze zahaczyliśmy o Centrum Rzeźby Polskiej, gdzie wykonałem zdjęcia poniżej. Było mglisto, wcześnie i w dodatku przemoczyłem buty, a właściwa wyprawa dopiero przede mną.










Na koniec, poniżej, zostawiłem sobie zdjęcie drabiny Władysława Hasiora

Po krótkiej wizycie w Orońsku udaliśmy się w stronę Szydłowca, gdzie rozpoczynała się ‘wyprawa’ po okolicznych zabytkach. Organizator imprezy zadbał o najmniejsze szczegóły. Przede wszystkim liczba samochodów terenowych była ograniczona do 5, gdyż dzięki temu łatwiej uzyskać pozwolenie na przejazd przez prywatne tereny i rezerwaty przyrody. Po drugie wybrano osoby, które chcą pozwiedzać a nie wyżyć się na samochodzie. Oczywiście mój kolega czasami nie mógł się powstrzymać (ale wszystko w granicach rozsądku):


No a po trzecie organizator wybrał, oprócz typowych miejsc do zwiedzania, także zakątki zupełnie nieznane, opuszczone studnie sprzed kilkuset lat, stare jaskinie, małe wioski oraz wiele innych ciekawostek.
Następnie wjechaliśmy do lasu, gdzie w samym jego środku znajdowały się skały pochodzące z okresu topnienia lodowca. Na nich widniały niezwykłe ślady erozji oraz oczywiście działalność (głupiego) człowieka w stylu ‘kocham Krysię’ albo ‘legia mistrz’. Bardziej wolałem uwiecznić przyrodę niż ludzkie ‘wyznania’:



Następnie mieliśmy okazję zwiedzić mały, zupełnie niewidoczny (wręcz ukryty) zakład garncarski. Prawdziwa pracownia, zero komercji, 100% polskości:




Tak wygląda pracownia z zewnątrz:

Później zwiedzaliśmy nieczynne kamieniołomy, które po zalaniu wodą stworzyły bardzo głębokie jezioro:




Zwiedzaliśmy też kilka jaskiń, z czego jedna naprawdę była dość klaustrofobiczna. Było ślisko, mokro, ciasno i ciemno. Kilka razy uderzyłem się mocno w głowę o wystające kamienie. Musieliśmy też przesuwać się wzdłuż ściany obok kilkupiętrowej przepaści, gdzie parę osób straciło życie. Śliska glina pod butami nie dodawała pewności, więc trzeba było trzymać się liny napiętej pomiędzy dwiema osobami.

Po lewej mokra skała, której lepiej się mocno trzymać, w głębi przepaść a po prawej asekuracja, czyli lina ocierająca się o plecy.

Miejscami było dość ciasno. Na zdjęciu powyżej kolega (którego pozdrawiam przy okazji) przeciska się pomiędzy skałami.

Uuups, kolejna dziura w którą lepiej nie wpaść

Po takiej przeprawie naprawdę docenia się światełko na końcu tunelu. Otwór był dość mały, ale wszystkim udało się wyjść na powierzchnię. I proszę nie komentować, że wyszły szumy na zdjęciu. Czułość ISO 6400, robione z ręki przy 1/30 i wszystko jasne.
Tagi: fotografia · jaskinia · kopalnia · muzeum · Nikon D3 · woda
pap911 · 16-03-2010 at 14:25:00
Następnie wjechaliśmy do lasu,…
Piekiełko się zwie ten zakątek jeśli dobrze widzę. Z początkiem maja bieli się pełne konwalii.