Dobra kopia zapasowa zdjęć. Mój sposób na backup.
9 Comments ·17.08.10· Posted by Michał Jędrak in sprzęt
Na szczęście fotografia cyfrowa pozwala na bezkarne i w sumie darmowe robienie dziesiątek tysięcy zdjęć. Niestety jednak te wszystkie zdjęcia trzeba gdzieś trzymać i najczęściej ludzie dokonują niewłaściwych wyborów. Dopiero po katastrofie zaczynają myśleć nad tym co by było, gdyby zadbali o bezpieczeństwo swoich danych. Często utrata danych jest nieodwracalna i całkowita.
Nigdy nikogo nie zmuszam do czytania tego co piszę i nigdy nie sugeruję, że należy przychylać się do moich opinii, ale tym razem będę stanowczo prosił (niezła mieszanka: stanowczo+prosił), aby wziąć moje słowa na poważnie.
Przeciętny człowiek idzie przez życie dość spokojnie i myśli, że jego dane są bezpieczne na dysku twardym komputera, w laptopie albo na płytach CD. W końcu mamy XXI wiek, super technologie, sprawne komputery i niezawodną elektronikę. I tak i nie: elektronika wspomaga nasze codzienne życie i działa bezbłędnie, ale do czasu. Jeśli coś się psuje to nie słychać stukania (jak w urządzeniach mechanicznych), tylko po prostu z sekundy na sekundę mamy czarny ekran: w aparacie, w komputerze, w telefonie czy telewizorze. Najczęściej taki początek staje się końcem. Ten czary scenariusz można łatwo pokazać na przykładzie nośników danych.
Kiedyś negatywy były namacalne. Można było je obejrzeć pod światło, wyjąć z teczki, schować do szafy lub zalać sokiem pomarańczowym. W takiej sytuacji trzeba było się ratować płukaniem w wodzie i suszeniem. Mógł też chomik nadgryźć jakiś film czy ważny dokument, ale reszta była do odratowania. Wbrew pozorom negatywy były bardzo bezpieczne, gdyż widać było ich stan i można było zareagować jeśli coś je podniszczało. W najgorszych przypadkach część negatywów ulegała zniszczeniu, a część nie. Chyba tylko pożar stanowił realne zagrożenie (chociaż ja bym bez negatywów nie wyszedł z płonącego domu). W świecie komputerowym ciągi danych to jak układanka domino. Czasami wystarczy aby uszkodził się jeden procent pliku i już system informuje, że plik jest nie do odczytania. Podobnie jest z nośnikami danych: wystarczy awaria w kilku sektorach i w najgorszym (ale nierzadkim) wypadku tracimy kompletnie WSZYSTKO. Są firmy odzyskujące stracone dane, ale często się to nie udaje, a jeśli się uda to rachunek opiewa na wiele tysięcy złotych. Podsumujmy więc najpopularniejsze nośniki ich cechy.
W sumie wybór jest niewielki i na pierwszym miejscu znajdują się…
Płyty CD/DVD
Płyty są stosunkowo tanie, ogólnodostępne, łatwe w obsłudze i mają coraz większą pojemność. Ponadto trudno jest skasować dane z płyty, więc chronią ludzi przed ich własną głupotą. Niestety płyty CD, DVD czy BluRay nadal mają zbyt małe pojemności, aby można było skutecznie i łatwo zapisać duże ilości danych. Przeciętnie fotografik potrzebuje 500GB na swoje zdjęcia (piszę ‘przeciętnie’, gdyż wiele osób potrzebuje kilka TB). Zrobienie kopii zapasowej z 500GB danych to 715 płyt CD, 112 płyt DVD i 10 lub 20 płyt BluRay, zależnie od ich pojemności. Niby prosta sprawa: wystarczy się uprzeć i siedząc dwa dni bez przerwy przed komputerem, można zrobić taki backup. Jednak potem bardzo trudno byłoby odnaleźć to co ważne pośród takich 112 płyt DVD. Na dodatek technologia BluRay jest jeszcze bardzo droga i nie wygląda na to, że ceny miałyby spaść.

Niestety to nie koniec niespodzianek związanych z płytami, gdyż zawierają one substancje bardzo wrażliwe na światło i wilgoć, przez co bardzo łatwo się niszczą a użytkownik nawet o tym nie wie. Płyty łatwo ulegają procesowi utleniania i nawet są atakowane przez grzyby. Niestety jest bardzo mało producentów, którzy produkują płyty archiwizacyjne. Najczęściej są one dość drogie choćby dlatego, że robione są na warstwie złota a nie aluminium i zawierają substancje niepodatne na światło, wilgoć czy zmiany temperatury. Sam mam wiele płyt sprzed lat. Są to płyty, które raz nagrałem i od czasu do czasu wyjmowałem z pudełka do komputera. Jedne mają się dobrze, ale inne ‘padły’ po zaledwie paru latach. Obecnie uważa się, że średni bezpieczny czas archiwizacji na płycie CD to zaledwie kilka lat. Wyjątek stanowią płyty Mam-A (Mitsui) oraz Taiyo Yuden (sprzedawane przez JVC). Na tych płytach można spokojnie archiwizować przez wiele lat, chociaż osobiście wolałbym tego nie testować. Cała reszta płyt takich jak TDK, Sony, EMTEC, Maxell, Philips czy Esperanza, to produkt krótkotrwały i niepewny. Jedyne co mogę doradzić to wykonywanie zawsze dwóch kopii na CD, bo jedna z pewnością padnie
.
Dyski Twarde
Dyski od zawsze słynęły z awaryjności, choćby dlatego, że mają w sobie sporo mechaniki, która się zużywa i w dodatku niepotrzebnie podgrzewa elektronikę, która nie lubi ciepła. Oprócz tego zapisanie miliardów danych na tak małej powierzchni wymaga precyzji, więc każda drobna usterka jest w stanie wykończyć dysk. Najczęściej przepala się elektronika, często pojawiają się wady w warstwie magnetycznej talerza lub psuje się układ napędowy. W sumie same wady, jednak dyski twarde mają wielką zaletę, gdyż są bardzo tanie i wszystkie dane są w jednym miejscu, więc łatwo się je kopiuje.
Inne metody archiwizacji
W sumie nie znam innych metod, które byłyby i wygodne i nowoczesne. Streamery to urządzenia muzealne, dyski online są wolne a pamięci stałe mają małą pojemność i wysoką cenę. Nie ma więc za bardzo wyboru: albo płyty albo dyski.
Mój sposób
Ja przez wiele lat używałem płyt CD/DVD. Jednak było to za czasów kiedy głównie skanowałem filmy, więc robienie kopii zapasowej było bezstresowe, gdyż zawsze mogłem wszystko odtworzyć z filmu. Po pewnym czasie żonglowanie płytami zaczęło mnie przerastać: płyt przybywało, aparaty tworzyły większe pliki i nie mieściło się wszystko ładnie na płytę, denerwowało mnie mazanie markerem i niektóre płyty psuły się przedwcześnie. Archiwizuję więc zdjęcia na dwóch dyskach twardych i wcale się nie boję. Jeden dysk jest na stałe w komputerze i znajdują się tam tylko zdjęcia (system jest na dysku SSD) a drugi dysk podpinam mniej więcej raz w tygodniu, aby wykonać kopię zapasową. Nie sądzę, aby pechowo zepsuły się dwa dyski jednocześnie, ale na wszelki wypadek raz zrobiłem backup na płytach DVD, ale to były dni wyjęte z życiorysu, więc do tego nie wrócę. Gdy tylko dyski się zapełnią to kupuję dwa kolejne dyski i je podmieniam: jeden do komputera i drugi jako backup.
Do tej pory wykonałem jedną taką podmianę, gdyż zapełniłem dysk 500GB ( i oczywiście backup też). Kupiłem więc dwa dyski 1TB i jeden powędrował do komputera a drugi jest zapasem. Ważne jest to, że nie wykorzystuję swoich zapełnionych dysków 500GB, tylko powędrowały one do sejfu. Nie zawierają one już wszystkich zdjęć, ale w razie mega pechowej awarii (podczas backupu uderza piorun w mój dom) mam 80% danych uratowanych. Gdy zapełnię dyski 1TB, to też powędrują one w bezpieczne miejsce. Niedługo pokuszę się o dyspersję i schowam połowę dysków u rodziny (w razie wybuchu bomby w moim domu). Nie szkoda mi pieniędzy, bo kilkaset złotych raz na parę lat to mała cena za zachowanie dorobku fotograficznego. Na chwilę obecną nie widzę innego sposobu na backup, który byłby tak prosty, łatwy w obsłudze, tani i skalowalny jak dyski twarde. W każdej chwili mogę dokupić kolejny dysk i mieć trzy kopie swoich danych a będzie to prostsze niż powielenie kilkuset płyt, bo zajmie godzinę (bez siedzenia przy komputerze) a nie pięć dni wkładania i wyjmowania płyt.
Jak ja to robię.
Kupiłem kiedyś stację dokującą, która jest na stałe podłączona do komputera i wystarczy nasadzić na niej dysk. Używam połączenia kablem eSATA, gdyż lubię jak wszystko szybko pracuje. Niestety wadą jest to, że po każdym podłączeniu dysku trzeba zrestartować komputer. Dla innych to być może nie jest problem, ale ja usypiam komputer i tak on pracuje czasami parę tygodni, więc reset to dla mnie nie lada wydarzenie.
Zalety takiej stacji dokującej są niebywałe. Leży sobie ona pod stołem lub na biurku i w razie potrzeby nakłada się dysk i ‘voila’. Podczas robienia zdjęć zorientowałem się, że jest też złącze USB, więc będę mógł podłączać dyski bez restartu komputera.
Ostatnio jednak na biurku i pod nogami zrobiło się ciasno, więc parę razy podłączyłem dysk bezpośrednio do komputera. Aby nie otwierać obudowy wyprowadziłem sobie do tyłu kabel SATA i zasilanie. Proste, pomysłowe i brzydkie. Trzeba tylko uważać, żeby nie kopnąć nogą dysku.
Oprogramowanie
Dość długo szukałem programu do backupu i nie mogłem znaleźć niczego dla normalnych ludzi. Wszędzie tylko były rozbudowane kombajny, które kopiowały na tysiąc sposobów, szyfrowały, wypalały płyty, robiły kawę, ugniatały ciasto i odkurzały podłogę
. Szukałem czegoś co by po prostu kopiowało i nic więcej. Okazało się, że Microsoft posiada do tego odpowiedni program, w dodatku darmowy. Nazywa się SyncToy i jest prosty jak bambus, ale bardzo przydatny. Opiera się on na wyborze folderu źródłowego (lub wielu dowolnych folderów) oraz folderu docelowego. Następnie wybiera się jak mają być kopiowane dane i to wszystko. Po takiej konfiguracji wystarczy włączyć program, kliknąć ‘RUN’ i dane się same kopiują.
Tak wygląda okno programu. Po lewej stronie są utworzone przeze mnie pary folderów i ich nazwy (np: _FOTO). W głównej części są takie szczegóły jak folder źródłowy, folder docelowy, sposób kopiowania i opcje plików (tego nie ruszam, gdyż ma kopiować wszystko).
Powyżej jest okienko wyboru folderu źródłowego i docelowego. Bardzo prosta obsługa i zero niepotrzebnych opcji.
Ważny etap to odpowiedni wybór kopiowania plików.
- Synchronize kopiuje i kasuje w obie strony, w zależności od tego, który plik jest nowszy. Nie korzystam z tej opcji.
- Echo kopiuje i kasuje tylko ze źródła do backupu. Program nie bierze pod uwagi czy jest coś nowego w folderze docelowym. Tej opcji używam.
- Contribute kopiuje ze źródła do backupu ale nigdy nie kasuje niczego w backupie nawet jeśli coś usunąłem w folderze źródłowym. Dzięki temu zapas zawiera absolutnie wszystkie zdjęcia, które kiedyś były na dysku. Raczej opcja dla maniaków.
Oczywiście przed wykonaniem kopii zapasowej można zrobić sobie ‘preview’ i program zda raport z tego co zamierza skopiować, jakie foldery utworzyć i co skasować. Nie muszę niczego robić manualnie (ctrl+C, ctrl+V), bo wiem, że program sam sprawdza i kopiuje ważne dla mnie foldery (zdjęcia, filmy z kamery itd.). Tylko kliknąć ‘RUN’ i zająć się czymś innym.
Konkluzja jest taka, że nasze dane czy zdjęcia to nasza twórczość i uwiecznione chwile, które nigdy nie powrócą. Często jest to dorobek wielu miesięcy (praca magisterska) lub dorobek wielu lat (fotografia). Nie można sobie pozwolić na tego typu stratę. Wśród znajomych znam przypadek, gdzie zepsuł się dysk w komputerze i rodzina straciła wszystkie zdjęcia zrobione na przestrzeni kilku lat, w tym narodziny i całe wczesne dzieciństwo swojego dziecka. Wszystkie te chwile poleciały sobie ‘w kosmos’, bo nie było zupełnie żadnej kopii zapasowej, nawet nie było płyty CD czy galerii Picasa. Chyba bym się psychicznie nie pozbierał, gdybym stracił tyle wspaniałych wspomnień i tyle wysiłku włożonego zarówno w prywatne jak i komercyjne sesje zdjęciowe czy rodzinne filmy. Niestety często się to zdarza i z pewnością raz w życiu przytrafi się Tobie, chyba że odpowiednio wcześnie się zabezpieczysz.
A poza tym to:
1. Nie trzymaj dysku zapasowego podłączonego do komputera dłużej niż to konieczne. Wystarczy, że padnie zasilacz w komputerze albo będzie jakieś przepięcie w sieci i ‘po sprawie’. Może też ktoś zahaczyć o kabel i posłać dysk na podłogę.
2. Nie trzymaj dysku zapasowego w widocznym i oczywistym miejscu. Ktoś Ci się włamie do domu i ukradnie dysk wart 200zł, ale z danymi, które są dla Ciebie bezcenne.
3. Trzymaj jakąś kopię zapasową (trzeci dysk lub płyty) w innym miejscu zamieszkania (rodzice, dziadkowie, ewentualnie teściowie). To tak w razie pożaru albo szajki złodziei pod dłuższą nieobecność.
4. Nie dopuszczaj do posiadania tylko jednej kopii zdjęć, czyli nie formatuj kart w aparacie dopóki nie zrobisz backupu tychże zdjęć.
5. Nie zwlekaj. Co masz skopiować jutro skopiuj dzisiaj. Prawo Murphy’ego działa
Just do it!
Tagi: backup · kopia · kradzież · zdjęcia








beataru · 18-08-2010 at 17:39:39
co prawda to prawda, zawsze o tym myslałam ale nigdy nie znalazłam czasu na realizację, człowiek żyje z nadzieją że jemu się nie przydarzy
Piotrek · 20-08-2010 at 16:12:29
Michale, a czy myślałeś o wykorzystaniu dysku NAS (takiego, który wpinasz w router i wykorzystujesz jako dysk sieciowy)..
Ja sobie takie rozwiązanie bardzo chwalę.
Admin comment by Michał Jędrak · 20-08-2010 at 19:19:30
Myślałem, ale trzeba mieć albo router z USB albo obudowę do dysku z wyjściem sieciowym. Zaleta jest taka, że mamy bajer, a wady są takie, że jest to droższe niż sam dysk, wymaga odrobinę konfiguracji, jest wolniejsze. Jeśli jeszcze router nadaje bezprzewodowo, to istnieje promil ryzyka, że ktoś się włamie. Nie wiem jakie miałoby to mieć zalety. Ani nie potrzeba stałego dostępu (stała praca backupu jest wręcz niewskazana), ani nie potrzeba dostępu z wielu komputerów itd. Prościej jest po prostu wziąć dysk i go podpiąć do komputera, albo przez stację dokującą albo ‘na krótko’ jak na zdjęciu powyżej. Wychodzi też pewnie o jakieś 150-300zł taniej, w zależności czy kupimy router czy obudowę z RJ45.
No ale to tylko moje hipotetyczne wnioski. Chwalisz sobie to rozwiązanie, więc chętnie się dowiem o zaletach. Być może coś przeoczyłem.
Piorek · 21-08-2010 at 13:51:48
jasne, kwestią kluczową może być tu “sytuacja wyjściowa”.
- przed zakupem miałem już router, do którego mogłem podłączyć dysk
- korzystam z laptopa, więc możliwość dostania się do plików kiedy siedzę w kuchni jest czasem zdecydowanym ułatwieniem…
Inna sprawa, że jeśli traktować back-up literalnie, tak jak to czynisz w swoim opisie, to rzeczywiście – dysk służący jako zapas, powinien sobie gdzieś spokojnie leżakować i czekać na podłączenie…
Dla mnie back-up to raczej zrzucenie plików z zapchanego nowszymi zdjęciami laptopa, więc fakt, że nawet jeśli plików nie mam fizycznie na komputerze, mogę się do nich w miarę szybko dostać, jest sporym plusem.
Co do kosztów – fakt, obudowa z RJ45 kosztuje w podanych przez Ciebie granicach…
Cóż – każdemu wedle potrzeb
Pozdrawiam
Piotrek
Adam · 27-08-2010 at 22:23:55
A ja polecam serwerek NAS firmy Synology, taki jak tu ( http://www.synology.com/plk/products/DS710+/index.php ) kupowałem do firmy w której pracuje, jest to rozwiązanie troszkę droższe ale niebywałą zaletą jest praca dwóch dysków w technologii RAID . Oprogramowanie dołączone do niego za darmo posiada również bardzo wiele funkcji takich jak FTP, fhoto station, download station (torrenty i emule), audio station, można podłączyć monitoring przez kamery ip , i inne .
Resztę proponuję doczytać na stronie, bardzo polecam.
A i jeszcze na początku wpisu pojawiły się błędy , pozwolę sobie wytknąć je :
“W końcu mamy XII wiek”
“Ten czary scenariusz można “
waltharius · 14-09-2010 at 15:04:58
Dobry wpis. Często ludzie nie myślą o backupowaniu swoich danych bo jakoś to będzie i później za to płacą więcej niż te 500 zł na drugi dysk 2TB. Sam do tych osób należę i w tej chwili backupuje na dysku sieciowym, ale noszę się z zakupem drugiego dysku na usb, który będzie właśnie robił za taki backup.
A tak na marginesie to mamy XXI wiek a nie XXII
Marek · 10-11-2010 at 08:43:06
Ja obudowę zewnętrznego dysku ze zdjęciami podrapałem gwoździem, żeby zniechęcić ewentualnego złodzieja i trzymam go w piwnicy pomiędzy innymi rupieciami. Rodzina oczywiście została uprzedzona, że to nie rupieć, ale jedna z najważniejszych rzeczy w domu:)
Michał · 24-02-2011 at 08:03:02
Genialnie proste i po prostu genialne. A ja kombinowałem jak koń pod górę
Idę czytać kolejne artykuły, w końcu trafiłem na kogoś, kto pisze ciekawie i na temat. Pozdrawiam!
Admin comment by Michał Jędrak · 03-03-2011 at 23:28:39
Niestety tak jest, że producenci próbują wcisnąć konsumentom kolejny produkt (taka ich życiowa rola i ‘raison d’etre’). Mamią nas kolejnymi wymyślnymi stacjami dokującymi, systemami backupu itd. Jednak wszystkie te wynalazki sprowadzają się do podłączenia dysku do komputera, więc dlaczego nie mielibyśmy tego zrobić w najbardziej logiczny sposób, czyli właśnie wyprowadzić kabel SATA z płyty głównej i kabel zasilający. Proste i nic nie kosztuje.
Przerażenie mnie ogarnia na myśl o ulotności fotografii cyfrowej. Filmy ulegały starzeniu, ale trwało to dekady. Filmy też mogły się zniszczyć w wyniku powodzi i pożaru. Fotografie cyfrowe są jednak zapisywane na bardzo nietrwałych nośnikach i są dodatkowo podatne na dziesiątki częstych awarii (awaria dysku, spięcie, zepsuty zasilacz, błąd programu do backupu, problemy z partycją itd.).
Dlaczego piszę o CZĘSTYCH awariach? To proste… Ilu ludziom zniszczyły się ważne rzeczy w wyniku pożaru czy powodzi? Może 1 osoba na 1000 albo i 1:10,000. W okolicy wielu z nasz mieszka kilkanaście tysięcy osób a jednak groźne pożary są rzadkością. Natomiast awarię dysku przeżył prawie każdy z nas.
Gdyby pożary zdarzały się tak często jak awarie komputerów to wszyscy bylibyśmy martwi (i to niektórzy po kilka razy).
A więc: BACKUP, BACKUP, BACKUP, BACKUP, BACKUP, BACKUP!!!