Przedłużanie umowy w Orange – zadanie dla cierpliwych.

 

Wszystko zaczęło się pod koniec listopada 2008. Wtedy to zbliżała się do końca moja umowa z Orange i konsultanci dzwonili do mnie z różnymi propozycjami: a to lepszy telefon, niższe ceny i w ogóle wszystko lepsze. Pomyślałem, że jest to dobry moment, abym w końcu przepisał swój telefon na firmę, gdyż taryfy biznesowe są niższe. Nie jestem osobą, która się interesuje telefonami i rynkiem operatorów komórkowych, więc stwierdziłem, że skoro jestem już w Orange 11 lat, to nie będę zmieniał. Operatora, tylko skorzystam z nowej oferty. Oto moja historia…

 

Mój pierwszy krok, wykonany w okolicach grudnia, to telefon na infolinię i uzyskanie informacji na temat wymaganych dokumentów. Potrzebny jest wpis do ewidencji działalności gospodarczej, wpis regon oraz poświadczenie o nadaniu numeru NIP. Wszystkie dokumenty posiadałem, oprócz nadania numeru NIP, ale z racji prowadzenia jednoosobowej działalności, mój NIP przecież nie ulega zmianie, tylko jest taki sam jak od kilkunastu lat. Pomyślałem, że to nie problem, gdyż operator potrzebuje mój NIP tylko po to, aby mi go wpisać do faktury. Zadzwoniłem więc kilka dni później na infolinię…

 

W trakcie rozmowy poinformowano mnie, że w sumie moje podanie przejdzie jakoś bez dokumentu NIP, choćby z racji na moją wiarygodność oraz fakt, że nie uległ on zmianie. Po paru dniach, jak znalazłem trochę czasu, to wesoło podreptałem do salonu i przedstawiłem dokumenty. W tymże salonie jakiś pan (mam nadzieję, że to czytasz, baranie z salonu) powiedział mi, że moje dokumenty świadczące o założeniu firmy mają kilka miesięcy i muszę wyrobić absolutnie nowe. Ten pan był absolutnie pewien tego co mówi. Wściekłem się nieziemsko, ale z racji tego, że miałem jeszcze trochę czasu do końca umowy, to na spokojnie postanowiłem dokumenty wyrobić. Zmarnowałem trochę czasu, nastałem się w kolejkach w urzędach oraz wydałem pieniądze na opłacenie nowych dokumentów. Oczywiście żadna osoba w urzędzie nie może ot tak po prostu wydrukować dokumentu i przystawić pieczątki, tylko na jakąś zasmarkaną karteczkę musi się czekać minimum tydzień. Typowa polska biurokracja.

 

Gdy już miałem jechać po odbiór dokumentów, postanowiłem zadzwonić na infolinię, aby się upewnić, czy czegoś jeszcze nie potrzebuję (może akt urodzenia, albo akt jakiejś modelki, czy też zaświadczenie o grupie krwi czy numerze buta). Okazało się, że mam praktycznie cały komplet dokumentów, ale wyszło na jaw, że one nie muszą być świeże i wystarczą oryginały uzyskane podczas zakładania firmy. Już teraz staje się jasne dlaczego w poprzednim akapicie nazwałem pana z salonu baranem. Nie odebrałem więc dokumentów (zrobiłem to później) i ze starymi dokumentami poszedłem do salonu. Miła pani przyjęła ode mnie papiery i wysłała fax. Nie miałem dokumentu świadczącego o nadaniu NIPu, ale już wcześniej mówiono mi, że w sumie przy mojej działalności moja dyspozycja ‘przejdzie’. Po kilku dniach otrzymałem SMSa z informacją, że moje zlecenie jest w trakcie wykonywania, ale wymaga dokładnej analizy.

 

Po tygodniu dostałem kolejnego SMSa z informacją, że z powodu braku odpowiednich dokumentów moje zlecenie zostało anulowane- brakowało dokumentu o nadaniu NIPu. Zadzwoniłem więc na infolinię i zapytałem czy w końcu dokument jest potrzebny i dlaczego poprzednio co najmniej trzy osoby mi mówiły, że w sumie ‘da radę bez’. Jednoznacznej informacji nie otrzymałem, ale na tym etapie moich przygód z Orangem mogłem się tego spodziewać. Jedyny miły punkt w całej tej historii to fakt, że napisałem maila, gdzie poskarżyłem się na bezzasadną konieczność wyrabiania nowych dokumentów i w związku z tym zwrócono mi ich koszt (brawa dla Orange). Potem było już tylko gorzej…

 

Następny etap moich działań to zeskanowanie NIPu i wysłanie tegoż dokumentu mailem. Otrzymałem, jak zawsze, SMSa z informacją, że moje zlecenie jest w trakcie realizacji, ale wymaga dodatkowej analizy. Po kilku dniach czy po tygodniu analizy orendżowej okazało się, że dokumenty są niepełne, gdyż prawdopodobnie zaginął ślad po poprzednio wysłanym wpisie regon oraz wpisie do ewidencji gospodarczej. Znowu więc zmarnowano mi kolejny tydzień i musiałem skanować i wysyłać cały komplet dokumentów od nowa.

 

Po ostatecznym wysłaniu wszystkich dokumentów (NIP, regon, wpis i podanie) musiałem czekać prawdopodobnie kolejny tydzień, aby moje zlecenie zostało zrealizowane. W końcu się udało i mogłem skorzystać z dobrodziejstw cennika i abonamentu dla firm. Oczywiście byłem głupi i naiwny myśląc w ten sposób.

 

Po zalogowaniu się na stronę internetową Orange okazało się, że pomimo udanego przepisania mojego numeru na firmę, nowe abonamenty i oferty są dla mnie niedostępne. Dzwoniłem kilka razy na infolinię i mówiono mi, że właściwie to muszę trochę poczekać i z pewnością system mnie ostatecznie przepisze. Chyba po kolejnych dwóch tygodniach, czekanie mi się znudziło i miałem okazję porozmawiać z trochę bardziej rozgarniętym konsultantem, który powiedział, że to jakiś błąd w systemie. Poinformował mnie też, że tak czasami się zdarza i po prostu będzie musiał przekazać informację do administratorów systemu, aby ten błąd naprawili. Najbardziej podniecająca część rozmowy nastąpiła, gdy się dowiedziałem, że będę musiał poczekać trzy (tak, trzy!) tygodnie. Po około trzech tygodniach czekania i logowania się na stronę internetową nadal nie było zmian. Zadzwoniłem ponownie do orendża i okazało się, że nie widać żadnej dyspozycji, która miałaby dotyczyć zmian na moim koncie. Krótko mówiąc nic nie zrobiono, aby mi pomóc. Tym razem kolejna konsultantka powiedziała, że mam czekać kolejny tydzień i na pewno już się uda. W tym tygodniu akurat miałem sporo pracy i wracałem późno do domu, więc nie śledziłem ciężkiej pracy w firmie orendż (lub oręcz, jak kto woli). Po tygodniu się zalogowałem na swoje konto a tam niespodzianka, wiadomo jaka: nie ma żadnych zmian na moim koncie.

 

Po kolejnej rozmowie z infolinią okazało się, że w sumie zmiany dokonano i mogę na spokojnie, poprzez stronę internetową, zamówić nowy telefon i tańszy, firmowy abonament. Zmian jednak nie było widać i gdy po kolejnych kilku dniach zadzwoniłem na infolinię, to kolejny konsultant mi powiedział, że żadnych zmian nie ma. Ten miły pan zapewnił, że oddzwoni tego samego dnia lub najpóźniej w następnym dniu z informacją o tym jak załatwił moją sprawę. Oczywiście ja go do tego nie zmuszałem tylko sam się zaofiarował i oczywiście nigdy nie zadzwonił. Następnego dnia ja znowu zadzwoniłem i powiedziano mi, że już chyba wszystko jest w porządku. Z radością się zalogowałem, wybrałem iPhone’a 16GB, wpisałem wszelkie dane, wybrałem abonament i kliknąłem przycisk ‘ZAMAWIAM’. Pragnę nadmienić, że nie słucham muzyki przez telefon ani nie oglądam filmów. Zdjęć telefonem też nie robię, z wiadomych względów. Poprzez opieszałość orendża musiałem wybrać ten model telefonu, gdyż tańszej wersji 8GB (mi by wystarczył 1GB) już po prostu nie było. Moja radość jednak trwała godzinę. Nie otrzymałem potwierdzenia na maila, nie otrzymałem SMSa ani też na stronie nic się nie wyświetliło. Zadzwoniłem ponownie i okazało się, że mojego zlecenia nie ma, zostało gdzieś wysłane chyba w kosmos. Jednak miła pani mi powiedziała, że mogę złożyć zamówienie przez telefon i otrzymam takie same ceny jak przez internet. Gdy przeszliśmy do realizacji zamówienia okazało się, że jednak się nie da i nowe abonamenty są dla mnie zablokowane. Poproszono mnie o kolejny tydzień oczekiwania. Postanowiłem czekać 5 godzin i po tym czasie zamierzałem bombardować stronę orendża poprzez ciągłe wciskanie przycisku ‘zamawiam’. Jakże bardzo się zdziwiłem, gdy za pierwszym razem udało się przyjąć zamówienie i otrzymałem swój numerek zlecenia oraz potwierdzenie na adres mailowy. Hurraaa!!! Otrzymałem też wiadomość, że mój telefon jest spakowany i gotowy do wysyłki kurierem. Ciekawe czy Orange pisał na serio czy to tylko taki standardowy mail, żebym się cieszył…

 

Już od sześciu miesięcy próbuję dokonać przedłużenia umowy i być może teraz się uda. No chyba, że wysłanie do mnie telefonu również zajmie orendżowi pół roku. Przepraszam za wulgarne słowa, ale po prostu żal dupę ściska. A przy okazji orendż ściska mi kieszeń, bo już kilka miesięcy wcześniej mogłem płacić mniej i mieć więcej, a jednak trzymano mnie przy moim dotychczasowym abonamencie. Niezły pomysł z ich strony. Jak tylko sprawa się wyjaśni, to dopiszę do tej historii zakończenie.

 

Wszystkich rozmów z konsultantami nie pamiętam, gdyż na początku nie przyszło mi do głowy rejestrowanie w głowie tych wydarzeń. Nie mam też wszystkich kwiecistych SMSów, gdzie obiecywali mi analizę (cokolwiek to, według nich, znaczy). Jednak ta garstka, która mi pozostała w telefonie powinna wystarczyć na dowód, że nie wyssałem tej opowieści z palca.

 

 

telefony-orange-SMS

 

 

AKTUALIZACJA:

12.05.2009 – Nie spodziewałem się, że tak szybko wrócę do tego tematu. Okazało się, że mail przedstawiony poniżej to kolejny żart ze strony Orange. Podobno moje zlecenie miało być pakowane i gotowe do wysyłki. Gdy zajrzałem na stronę Orange to się okazało, że nadal mogę przedłużyć umowę. Gdy dzisiaj zadzwoniłem na infolinię, to miła pani mi powiedziała, że żadnego zamówienia nie widzi. Poniżej mail, który dostałem kilka dni temu. Jest w nim numer zlecenia oraz wyraźnie napisane, że mój nowy telefon już będzie przygotowywany do wysyłki. Okłamywali mnie :-(

 

mail-orange

 

AKTUALIZACJA:

19.05.2009 – Już jeden dzień po mojej poprzedniej aktualizacji okazało się, że zupełnie nic nie zrobiono, aby naprawić problem. Już nie liczę telefonów, które wykonuję, nie pamiętam też tych wszystkich numerów jak *100, *600, 501400400, *900, 510900900 i tak dalej… Ciągle słyszę te same brednie. Informuje się mnie, że mój problem zostanie rozwiązany w ciągu maksymalnie 7 dni. Od innego konsultanta słyszę, że wysłał monit z wysokim priorytetem i na pewno szybko się zajmą moim problemem. Potem, w sobotę 16 maja, dowiaduję się, że zapewne mój problem potrwa nie dłużej niż 3 dni skoro wysłano zgłoszenie, i tak w kółko. No ale przynajmniej dowiedziałem się kilku rzeczy od pracowników Orange. Skrót jest poniżej…

Przede wszystkim jedna osoba mnie bardzo ‘pocieszyła’ informacją o tym, że tak naprawdę mój problem może pozostać nierozwiązany przez najbliższych kilka miesięcy. No pięknie. Nikogo nie obchodzi to, że płacę za abonament, którego nie chcę i że nie mogę go zmienić pomimo tego, że w styczniu (chyba) wygasła moja dotychczasowa umowa. Dowiedziałem się, że problem dotyczy zamówienia dokonywanego przez internet i jeśli zamówię telefon w salonie, to powinno się udać. Poszedłem więc do salonu i po pierwsze nie było telefonu, którego chciałem (wersja 8GB), po drugie powiedziano mi, że nie wiadomo kiedy będzie, a po trzecie ceny są o wiele wyższe niż przez internet. Powiedziałem, że gdybym mógł to bym sobie zamówił sam przez internet, ale nie mogę, więc interesuje mnie jakaś ‘indywidualna’ oferta w salonie. Niestety okazuje się, że nie ma dla mnie żadnej indywidualnej oferty z tytułu moich problemów. U pani konsultantki dowiedziałem się tego samego. Ona ma ceny jakie ma i ani myśli się zbliżyć do cen internetowych. Zaproponowała mi kupno po wyższej cenie i potem zgłoszenie pisma o ewentualną rekompensatę. Już ja wiem jak wyglądają te ewentualne rekompensaty – jak podpiszę umowę to będę mógł sobie prosić i prosić a rekompensaty nie będzie. Tego samego dnia dowiedziałem się od innego konsultanta, że można spróbować przejść na byle jaki abonament, a potem od razu wybrać ten, który mnie interesuje wraz z nowym telefonem. Zmęczony tą całą sytuacją przystałem na tę propozycję i poprosiłem o telefoniczną zmianę abonamentu na jakikolwiek, byleby był tani. Po kilku minutach miły pan mi oznajmił, że się jednak nie da, gdyż dawałem zgłoszenie o udostępnienie mi konkretnego abonamentu i dopóki ta sprawa się nie rozwiąże to jestem zblokowany i nic nie mogę zmienić. Już nie pamiętam szczegółów, ale efekt rozmowy był taki, że znowu nic się nie udało załatwić. Dostałem jedynie miłe zapewnienie, że po maksymalnie 3 dniach już moja sprawa powinna zostać rozwiązana. No właśnie dzisiaj mijają te maksymalne 3 dni i nadal nic. Aha, wczoraj też dzwoniłem kolejny raz na infolinię i prosiłem o informacje odnośnie stanu mojego zgłoszenia: czy jest w trakcie realizacji, czy w ogóle ktoś je przeczytał, czy dział techniczny zna rozwiązanie? Oczywiście pani nic nie wiedziała. Nie wiedziała też do kogo mam zadzwonić, aby uzyskać więcej informacji. Na moje stwierdzenie, że w dziale technicznym też są pewnie ludzie i może coś więcej wiedzą odpowiedziała, że po prostu muszę czekać. Nie wiem po co zatrudniają osoby, które nic nie wiedzą oprócz tego co im się wyświetla na ekranie i które nie znają żadnych telefonów do ludzi mogących rozwiązać nietypowe problemy. Typowa korporacyjna spychologia :-(

 

No i co dalej? Wyślę tym razem oficjalnego maila do szanownej firmy Orange z prośbą o wyjaśnienie dlaczego klient z takim stażem jest kompletnie ignorowany. Bo przecież sytuacja się tak rozwinęła, że nawet nie jestem wściekły, nawet nie jest mi żal, tylko po prostu aż mi wstyd, że poprosiłem Orange o przedłużenie umowy i oni musieli przede mną obnażyć swoją bezradność i kompletnie niepoważne podejście do klienta. Wstydzę się tego, że ludzie muszą czytać to jaką ofermą jestem, że przedłużam umowę i wstydzę się, że brak mi czasu i chęci na przeniesienie numeru gdzie indziej. Chociaż ostatniego słowa jeszcze nie powiedziałem i będę na bieżąco aktualizował moją ‘przygodę’. Przecież dobrze wiecie, drodzy czytelnicy, że po takich przejściach to powinni mi dać czym prędzej to czego chcę za jeszcze lepszą cenę i na dodatek wysłać na mój adres bombonierkę. Od razu mówię, że smakuje mi ‘Merci’ w tej wersji gdzie jest dużoczekoladek z z białą czekoladą od spodu. Ewentualnie może być ‘Rafaello’, ale tylko duże pudełko. Są też smaczne migdały w cynamonie, chyba firma ‘Doti’ je produkuje. Do wyboru, do koloru.

Jeśli sytuacja się nie zmieni, to pewnie skorzystam z przywilejów jakie daje mi mój zawód… Odezwę się do paru znajomych w prasie i być może powstaną ciekawe artykuły (a ja przy okazji zrobię jakieś autoportrety jako ilustracje). Gazety czasami potrzebują artykułów na zapchanie sobie miejsca, więc moja historia będzie w sam raz.

Póki co poczekam jednak na odpowiedź z Orange i oczywiście dam znać.

 

19.05.2009, pod wieczór- Teraz to w ogóle cyrki się dzieją. Wchodzę na stronę, wybieram telefon i pojawia mi się lista telefonów. Wybieram ponownie telefon, który chcę i znowu wracam na listę wszystkich modeli telefonów. Próbuję skorzystać z wyszukiwarki, ale też jak klikam na firmę Apple, to wracam do tego samego spisu.

 

Przy okazji, skoro już tu coś dopisuję, to wkleję listę ostatnich dziesięciu prób przedłużenia umowy. Każda nieudana. Dwa tygodnie temu próbowałem zamówić sobie starter Pop (potrzebny mi drugi numer), ale też moje zamówienie zostało odrzucone. Czuję się bardzo szanowanym klientem :-)

 

orange-zamowienia

 

AKTUALIZACJA:

28.05.2009 – Minął ponad tydzień odkąd napisałem maila na adres bok@orange.pl
Niestety nic nie zrobiono w mojej sprawie, gdyż otrzymałem absolutnie ZERO odpowiedzi, po prostu ZERO!!! A najgorsze jest to, że mój e-mail, gdzie podałem link do tej strony, został bardzo szybko przeczytany i po prostu zignorowany. A skąd ja o tym wiem? Otóż w mailu zapomniałem podać numeru abonenta oraz innych swoich danych. Po jednym dniu otrzymałem prośbę o uzupełnienie brakujących informacji, co też uczyniłem niezwłocznie. Stąd wniosek, że taki mail jak mój trafia do jakiegoś człowieka w ciągu kilkunastu godzin. Niestety byłem naiwny myśląc, że być może po kolejnych kilkunastu godzinach otrzymam jakieś stanowisko firmy Orange w mojej sprawie. Minął tydzień i otrzymałem ZERO jakiejkolwiek odpowiedzi. Cały czas więc korzystam z oferty, której nie chcę, mam telefon, którego nie chcę i w pewnym sensie wymuszono na mnie umowę, którą mam prawo zmienić bodajże od stycznia. Dobrze wiedzieć na przyszłość, że podpisując ‘lojalkę’ na 24 miesiące, tak naprawdę trwa ona prawie 30 miesięcy. Faktycznie trzeba nadać sprawom szybszy (mam nadzeję) bieg i zwrócę się do rzecznika grupy TP. Znalazłem już jego stronę, a na niej przy okazji taki oto wpis jak TUTAJ.
Proszę zwrócić uwagę na napisy na koszulkach. Cóż za ironia mojego losu :-(

Aha, strona orange.pl to nadal jakiś cyrk. System udaje, że oferty z iphonem dla mnie nie ma. Klikam na telefon i wracam natychmiast do spisu wszystkich telefonów. Będąc zalogowanym nie sposób wybrać ofertę. Domyślam się, że to zbieg okoliczności a nie sposób w jaki firma rozwiązuje problemy- skoro nie możemy naprawić błędu to udawajmy, że nie ma w ogóle oferty.

 

AKTUALIZACJA:

31.05.2009 – 28 maja zadzwonił do mnie miły pan z Orange. Było to o godzinie 12:00 a ja wysłałem maila do pana Jabczyńskiego tego samego dnia w godzinach bardzo porannych. Wniosek jest taki, że pewnie odczytał mój mail około 9:00 lub później i o 12:00 jakimś cudem znalazł się ktoś kto zadzwonił i w dodatku zaproponował rozwiązanie. Otrzymam telefon, który chcę i abonament, który chcę. Dzień później zadzwoniła równie miła pani, która ma jeszcze większe kompetencje i z nią ustaliłem wszelkie szczegóły. Umówiony jestem na poniedziałek, 1 czerwca, do konkretnej osoby w salonie Orange, która zna moją sprawę. Wygląda na to, że w ciągu kilkudziesięciu godzin będę mógł zakończyć ten długawy artykuł. Tymczasem jednak pozwolę sobie na kilka wniosków:

 

Konsultanci.

Konsultanci są praktycznie bezużyteczni. Nic nie mogą, nic nie wiedzą i w sumie nic ich to nie obchodzi. Mają przed sobą tylko to co pokazuje im komputer i praktycznie czytają z ekranu. Konsultanci są przydatni wtedy kiedy trzeba rozwiązać problem, który i tak by się rozwiązało bez nich: a to telefon nie chodzi, a to jak zmienić język menu itd… Ich kompetencje są zerowe, więc możliwości też. Nie mogą nawet sami wynegocjować z klientem umowy, mogą tylko przeczytać ofertę, którą pokazał im komputer. Nie potrafią (nie chcą lub nie mogą) podać też kontaktu do osoby z kompetencjami. Można zapomnieć o zadzwonieniu pod *100 i powiedzeniu ‘dzień dobry, poproszę z szefem’.

 

Szybkość działania.

Maszyna jest tak szybka jak jej kierowca. Widocznie rzecznik grupy TP jest szybki i załatwianie sprawy trwa kilka godzin a nie kilka tygodni. Spora rozbieżność, czyż nie? Gdyby zamiast anonimowych ludków w call center siedziało kilkunastu takich panów rzeczników, to byłoby super. Niestety możliwość podejmowania decyzji wymaga odpowiedzialności, odpowiedzialność wymaga rozumu a za człowieka z rozumem i odpowiedzialnością się płaci. Dlatego rzecznik jest jeden a konsultantów są tuziny.

 

Konkluzja jest taka, że w pewnych przypadkach cała komputeryzacja i moda na call center się nie sprawdza. Kiedyś, jak w TP nie istniała jeszcze błękitna linia (zwana szyderczo party line) to dostawałem telefon do centrali i nawet telefon do konkretnej osoby. Jak tylko nie chodził internet (czasy istnienia SDI) to dzwoniłem i wiedziałem co się zwarło/spaliło i kiedy zostanie to naprawione. Pan opowiadał, że właśnie zakłada płaszcz i idzie to robić. Dzisiaj jednak otrzymuję stwierdzenie, że ‘komputer mi tu nic nie pokazuje’. A przecież tysiące osób dzwoni do call center z pytaniem ‘kiedy rozwiążecie mój problem?’ a nie ‘dzień dobry, co pani komputer pokazuje?’.

 

Niedługo dopiszę zdecydowany THE END do tej historii. Dzielą mnie od tego już nie dni, lecz godziny. Mam nadzieję…

 

AKTUALIZACJA:

16.06.2009 - Trochę czasu minęło od ostatniej aktualizacji. Po pierwsze faktycznie nie miałem za dużo czasu (zdjęcia oraz przygotowania do wyjazdu) a po drugie sprawę uznałem za oficjalnie zakończoną i myślałem, że nie będę musiał się wdawać w szczegóły, tylko kiedyś napiszę do tego artykułu ‘THE END’. Myślałem tak do dzisiaj… Oto ciąg dalszy niespodzianek.

A więc nadrabiam zaległości. 1 czerwca otrzymałem telefon jaki chciałem oraz wydaje się, że też abonament jaki chciałem. A wydaje mi się dlatego, że musiałem podpisać aneks na inny, wyższy abonament, ale pani w salonie (która, nota bene, dobrze znała moją sprawę) powiedziała, że otrzymam potwierdzenie o złożeniu reklamacji i z jej tytułu dostanę ulgę, która się zrówna z chcianym przeze mnie abonamentem. Przyznam szczerze, że nie pamiętam kiedy miałem dostać to potwierdzenie, więc po kilku dniach o tym zapomniałem myśląc, że pewnie wszystko się wyjaśni pod koniec okresu rozliczeniowego (dwudziesty-któryś). Dzisiaj jednak zadzwoniła do mnie jakaś pani z pytaniem czy chciałbym wziąć udział w ankiecie odnośnie zadowolenia z obsługi klienta. Powiedziałem, że chętnie się wypowiem i rozmowa przebiegała mniej więcej tak:

 

- czy pana reklamacja została rozpatrzona?
- wydaje mi się, że tak, gdyż otrzymałem nowy telefon, ale podpisałem umowę na inny abonament i mam jakoś dostać potwierdzenie zmiany mojego abonamentu no i więc…. (tu pani szybko zadaje następne pytanie…)
- czy otrzymał pan potwierdzenie przyjęcia reklamacji, jakieś pismo?
- nie, jeszcze nie, ale…
- dziękuję, do widzenia
- aaaa… (chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale wymknęło mi się tylko ‘do widzenia’)

Pani się szybko rozłączyła bez jakiegokolwiek wytłumaczenia czy podziękowania za bardzo krótką ankietę. 

 

No i teraz jest kilka możliwych opcji:

1. Albo faktycznie dzwonią do ludzi z takimi śmiesznymi ankietami, gdzie zadają jedno lub dwa pytania i ja po prostu jestem przewrażliwiony i szukam dziury w całym.

2. Albo ktoś miał dopilnować mojej sprawy i wysłać mi list, a tego nie zrobił i teraz dostanie po głowie

3. Albo firma nadal nie radzi sobie z moim problemem i okaże się, że za tydzień przyjdzie mi niezły rachunek…

 

Przyznam szczerze, że zaczynam się niecierpliwić i obawiam się, że to nie koniec mojej love story :-)

 

AKTUALIZACJA:

12.07.2009 – Dość długo nie pisałem, gdyż zaraz po poprzedniej aktualizacji wyjechałem na urlop. Niestety zamiast wypoczywać, to odkrywałem coraz więcej ciekawych rzeczy związanych z moją sprawą.

Byłem świadomy, że wszystko się może zdarzyć, więc na kilka dni przed nowym okresem rozliczeniowym zadzwoniłem na *100 i chciałem się wypytać czy wiadomo coś o zmianach na moim koncie. Okazało się, że jest informacja o nadchodzącej zmianie. Dowiedziałem się, że będę miał Orange dla Firm 320. Umawiałem się na inny abonament, ale myślałem sobie, że po prostu wraz z nowym okresem rozliczeniowym wszystko się ustawi tak jak powinno.

Gdy minął 24 czerwca faktycznie otrzymałem wiadomość o zmianie planu taryfowego: zlecenie zmiany planu taryfowego zostało zrealizowane. Pozdrawiamy. Orange  (25-06-2009 08:16)

Niestety potem było średnio ciekawie, gdyż nie wiedziałem zupełnie co się dzieje. Zero informacji na temat włączonej usługi Business Everywhere, na któej mi zależy, a co gorsza zero możliwości kontaktu z kimkolwiek kompetentnym. Byłem na urlopie, więc nie miałem przy sobie wszelkich dokumentów, umów i kontaktów, co jest raczej oczywiste, gdyż nie zabiera się ze sobą biura na wakacje. Próbowałem więc skontaktować się z panią, która mnie obsługiwała w salonie Orange (pl.Konstytucji). Telefon znalazłem bez problemu i sobie wesoło zadzwoniłem (22 628 84 52). Odezwała się centralka, wysłuchałem informacji i potem poczekałem na sygnał. Nikt nie odebrał i nastąpiło jakieś przekierowanie na telefon komórkowy. Odezwała się poczta głosowa i automat mnie poinformował, że nie mogę się nagrać, gdyż skrzynka jest pełna. I tak przez cały dzień.

Na drugi dzień również nikt nie odebrał, ale przekierowanie nastąpiło chyba na inny numer, gdyż mogłem się nagrać. Zostawiłem wiadomość z prośbą o jak najszybszy kontakt ze mną i podałem numer. Nikt nie oddzwonił.

Trzeciego dnia również odezwała się zapchana poczta głosowa, więc nie mogłem się nagrać. Chyba tego dnia ktoś raz odebrał w salonie telefon, ale od razu odłożył słuchawkę, więc przekierowało mnie na pocztę głosową. Wściekłem się jak dzik.

Kolejnego dnia sytuacja była identyczna, więc zadzwoniłem pod *100 i prosiłem o poinformowanie kogoś z salonu o moim istnieniu. Konsultant obiecał, że wyślę do salonu wiadomość. Zero kontaktu tego dnia.

Przez kolejne dni sytuacja się powtarzała. A to telefon do salonu, a to *100, nagrywanie się na pocztę głosową itd. Zero kontaktu.

 

Dzwoniłem dlatego, że chciałem wiedzieć czy wszystko w porządku z moim abonamentem, gdyż.

- na umowie był Orange dla Firm 320
- umawiałem się z panią z salonu na Nowy Plan dla Firm 110
- na orange.pl widniał cały czas Orange Premium i dopiero po kilku dniach zmienił się na OdF 320
- ani śladu Business Everywhere
- dostałem rachunek na 195zł za poprzedni miesiąc
- oraz wiele innych drobnych spraw

Wydzwaniałem do salonu przez około 12 dni i ani razu nie odebrano telefonu. Ciągle tylko łączyłem się z pocztą głosową. Moje pytanie więc brzmi po co salon ma telefon skoro nikt go nie odbiera i nie reaguje na pozostawione wiadomości???

Dopiero 7 lipca dostałem informację, że usługa Business Everywhere została włączona. Wtedy przestałem dzwonić i zacząłem korzystać z internetu.

Na dzień dzisiejszy:

- otrzymałem też fakturę korygującą z 195zł na 134, więc wygląda to lepiej.
- w internecie nadal mam abonament OdF 320
- mam nadzieję, że mój internet jest faktycznie za darmo
- nikt się do mnie nie odezwał

Stwierdziłem, że poczekam do końca miesiąca i zobaczę co wtedy będzie.

 

Zapraszam do masowego dzwonienia pod numer 22 628 84 52. Niech się wpisze ta osoba, której udało się dodzwonić :-)

Tagi: · · ·

9 komentarzy

  • muddy · 21-05-2009 at 09:52:27

    Z takimi problemami uderza się do odpowiednio wysokiej instancji: rzecznik prasowy grupy tp. I wcale nie żartuję ;-) Po prostu konsultanci w call center nie mają odpowiednich uprawnień ani możliwości, by odpowiednio eskalować problem.
    Alternatywnie – reklamacja pisemna, z żądaniem odpowiedniej rekompensaty, którą MAJĄ OBOWIĄZEK rozpatrzyć w ciągu 30 dni. Z tego co widzę, Ty jedynie dzwonisz i bujasz się od konsultanta do konsultanta, a w ten sposób sprawy nigdy nie zakończysz….
    Adres znajdziesz na http://blog.tp.pl/

  • spiro · 25-05-2009 at 15:29:55

    a moze napisac do UKE w tej sprawie? po ich zapytaniu do opa rzeczy niemożliwe są załatwiane od ręki… wiem to z autopsji :)

  • XX · 01-06-2009 at 20:07:41

    Ja mam niemalże identyczny problem, niestety moja cierpliwośc się skończyła, nie mam siły do tych baranów… Mimo że mam 2 abonamenty a średnia faktura opiewa na 150 zł jestem traktowana jak powietrze. Jedna z moich umów dobiegła końca i chciałam ją przedłużyć przez internet, ale system mnie nie przepuszcza – pojawia się komunikat “nie możesz przedłużyć umowy, prawdopodobnie do jej zakończenia pozostały 3 miesiące” żeby było śmieszniej to umowa kończy mi się jutro , czyli 02 czerwca… Zależy mi na przedłużeniu umowy tylko z tego względu że żaden inny operator nie ma zasięgu w mojej wsi. Reklamacja dawno wysłana, ale nie spodziewam się zbyt wiele. Widać Orange ma dobry sposób na oszukiwanie klientów

  • Paweł · 04-06-2009 at 09:50:46

    Witam, Moim zdaniem powinieneś udać się do najbliższego salonu Orange. Jeżeli osobom tam poracującym zależy na kliencie to góry by porzestawiali a by przedłużyli tą umowę. Ale tak to jest jeżeli klient chce wszystko załatwić sam przez internet bądź telefon , bo dostanie np. tanszy telefon o 100 zł :) Pozdrawiam

  • wojtek · 22-06-2009 at 22:40:16

    miałeś chyba niefart… ja mm od jakiś 7 lat telefon w orange i bez problemu dostałem abonament firmowy (ze 3 lata temu.. może wtedy była inna sytuacja), na dodatek moje faktury NIGDY nie przekraczają 100zł. a w salonie zawsze udaje mi się utargować to samo, co ustalam kilka dni wcześniej z automatycznie dzwoniącą pod koniec umowy konsultantką :) może jestem przystojniejszy? ;)

  • Robert · 07-07-2009 at 20:55:35

    Pozdrawiam serdecznie. Czy udało Ci się rozwiązać problem bo właśnie szanowna Orange zaczyna mnie traktować podobnie jak Ciebie. Patrząc na Twoje przejścia wolę w zarodku rozwiązać problem

    Pozdrawiam

  • Mateusz · 15-10-2012 at 16:57:02

    hej :P ja mam zupełnie idna sytuacje … podpisałem umowe na karte z orange na 36 miesiecy po 30 zł-miesiecznie mam juz telefon przez 3 miesiace i własnie dzisiaj dostałem list (tresc) : w zwiazku z anulowaniem umowy TPSAY…… na usługe zetafon zawarta dnia … w salonie orange w … prosze o zwrot telefonu sony ericsson txt o numerze seryjnym. jezeli telefon nie zostaje zwrócony w ciagu 10 dni od daty otrzymania pisma, zostanie wszczete postepowanie w w/w sprawie. co mam zrobić ? bo telefon jest rozwalony

  • Admin comment by Michał Jędrak · 19-10-2012 at 14:39:11

    Ja specem od takich spraw nie jestem i podejrzewam, że ten przypadek ma jakąś przyczynę. Nie wiem dlaczego anulowali umowę, nie wiem kto temu zawinił itd. Może się pomylili, a może zalegałeś z płatnościami…

  • Tomasz · 08-02-2013 at 18:50:50

    Orange to banda kutych na cztery łapy oszustów rodem z PRL-u za czasów Gomółki. Niestety przy obecnym stanie polskiego prawa i egzekwowania go, jedynym rozwiązaniem jest nie podpisywać umów z korporacyjnymi monopolistami a kończonce się umowy wypowiadać jak najszybciej. Najlepiej korzystać z usług lokalnej sieci internetowej w której, jeśli zostaniesz oszukany, będziesz wiedział gdzie, do kogo iść i kogo wyciągnąć zza biurka i ewentualni potrząsnąć. W korporacjach nikt za nic nie jest odpowiedzialny i jeżeli usługa skonfigurowana przypadkiem prawidłowo nie działa od razu, to możesz zapomnieć, że przez kolejny rok coś zdziałasz. Tam jedzni drugich oszukują, potem mówią trzecim żeby powiedzieli czwartym że piąci mają ci wysłać odpowiedź, że sprawa jest załatwiona pozytywnie. Oczywiście nie jest, ale musisz zadzwonić do oszustów pod płatny numer i dać im zarobić a wtedy cały proces rozpocznie się od początku i potrwa kolejny miesiąc i tak w kółko do wypowiedzenia umowy. Pozdrawiam.

Napisz komentarz

You must be logged in to post a comment.

<<

>>