Aparaty fotograficzne, które szczególnie pamiętam.

Opublikowano: 17-02-2009 w kategorii sprzęt. Tags: , , , , , , , , ,

 

 

Pomimo zajmowania się fotografią od dłuższego czasu, nigdy nie byłem maniakiem sprzętowym. Zawsze starałem się mieć po prostu jakiś korpus i kilka dobrych obiektywów. W czasach aparatów na film wystarczyło mieć jakikolwiek korpus i kilka dobrych obiektywów. Film był w pewnym sensie matrycą i zależnie od tego co włożyliśmy do aparatu, mieliśmy zdjęcia czarno-białe lub zdjęcia o wysokiej czułości, czy też zdjęcia o wysokiej rozdzielczości i małym ziarnie. W wypadku aparatów cyfrowych kupujemy aparat z filmem zamontowanym na stałe, więc jeśli kupimy aparat ze złą matrycą to jesteśmy już do niej przywiązani na zawsze (czyli dopóki nie sprzedamy aparatu).

 

Właśnie wtedy doszedłem do wniosku, że korpus w fotografii cyfrowej jest bardzo ważny. Nie można jednak szaleć i trzeba kupić taki aparat, który nam wystarcza a nie taki który ma wszystko ‘naj..’, choć producenci próbują nam wmówić, że ta druga opcja jest najlepsza. Poniżej pragnę przestawić aparaty, które w pewnym stopniu zapadły mi w pamięć.

 

 

— Nikon E2s —

 

Kupiłem ten aparat pod koniec 2000r. Szczerze przyznam, że bardziej z ciekawości niż potrzeby. Nikon E2s to pierwsza lustrzanka Nikona, która była sprzedawana masowo od 1994r., chociaż w sumie trudno tu mówić o sprzedaży masowej, gdyż na kupno tego aparatu stać było jedynie największe agencje prasowe. Cena to około 15-20,000$. Jak można się domyślać, nie zapłaciłem za ten aparat takiej sumy, lecz znacznie mniej, w końcu to był już rok 2000. 

 

Oto kilka ciekawych linków:
http://www.mir.com.my/rb/photography/companies/nikon/htmls/models/digitalSLRs/E2E2s/index.htm
http://www.epi-centre.com/reports/9508cs.html

 

Już dokładnie nie pamiętam, ale aparat waży chyba prawie 2kg, a wszystko ze względu na jego nietypową konstrukcję. Posiada on bowiem elementy optyczne pomiędzy bagnetem obiektywu a matrycą CCD. Dzięki temu Nikon wyeliminował mnożnik ogniskowej, więc wkręcając obiektyw 50mm mieliśmy 50mm a nie 75mm. Pomysł był bardzo dobry teoretycznie, gdyż fotografik mógł używać swoich dotychczasowych obiektywów i nie martwił się o zmianę ogniskowej. Jednak w praktyce oznaczało to znaczne zwiększenie masy i gabarytów aparatu. Kolejną ciekawostką związaną z tym aparatem jest współpraca Nikona z Fuji (chyba pierwszy raz). W efekcie tej współpracy obydwie firmy sprzedawały ten sam aparat ale z różnymi oznaczeniami. W wypadku Nikona aparat się nazywał E2s (później też E2Ns), i nosił napis ‘Fujix’ z prawej strony. Fuji oznaczał ten model jako DS-505 i DS-515 (drobne różnice w parametrach) i z prawej strony widniał napis ‘Fujifilm’. Wersja Fuji była droższa, gdyż posiadała możliwość komunikowania się z komputerem poprzez port RS-232. W aparacie było specjalne gniazdo oraz cały szereg przycisków do obsługi transferu danych. Paradoksem było to, że wersja, którą ja posiadałem (Nikon E2s) również miała te same przyciski i gniazdo, lecz Nikon nie posiadał w ofercie kabla, a w instrukcji obsługi w ogóle pominięto te przyciski, tak jakby nie istniały. Trzeba przyznać, że konsumenci byli kiedyś bardzo potulni – posiadali sprzęt o wartości kilku samochodów i nie zastanawiało ich dlaczego na nim są przyciski, których nie opisuje instrukcja. Pisałem maile do przedstawicielstwa Nikona w USA, Wielkiej Brytanii i Niemczech, ale nigdzie nie wyjaśniono mi do końca jak podłączyć aparat do komputera pomimo, że potwierdzono, że w aparacie ta funkcja jest ukryta. Tłem tego całego zamieszania była prawdopodobnie umowa pomiędzy Fuji a Nikonem. Fuji dostarczał swoją matrycę a Nikon mechanikę. Wtedy to Fuji rozdawało karty i zapewne dlatego ich wersja miała mieć większą funkcjonalność. Dzisiaj jest dokładnie na odwrót i firma Fuji, pomimo posiadania bardzo dobrych matryc, otrzymuje od Nikona korpusy, które zawsze są jedynie korpusami dla zaawansowanych amatorów i ich aparaty zawsze ‘muszą’ być wolniejsze od nikonowskich odpowiedników. Ale o tym napiszę później.

 

Na koniec dodam, że bardzo bym chciał jeszcze raz kupić sobie, w celach kolekcjonerskich, jakiś model z serii E2s, E2Ns, E3s, DS-505 czy DS-515. Jakby ktoś znalazł na Ebayu czy gdziekolwiek indziej, to proszę o kontakt. Ostatnio taki pojawił się 2 lata temu na amerykańskim Ebayu.

 

 

— Fuji S2 Pro —

 

Fuji S2 Pro to kolejny aparat, który wywarł na mnie duże wrażenie. Kupiony był w 2003r i w tamtych czasach był to naprawdę kawał porządnego sprzętu. Nawet w dniu dzisiejszym jego matryca nie ustępuje jakością współczesnym aparatom. Cały wdzięk matryc Fuji polega na tym, że wyjmuje się aparat z pudełka, wkłada kartę pamięci i po prostu robi zdjęcia, a one wychodzą bardzo dobrze pod względem technicznym. A co najważniejsze, Fuji S2 było tak dopracowane, że nie trzeba było męczyć się z obróbką RAWów, tylko można było wszystko na JPGach fotografować. Cena tego aparatu w 2003 roku była pięciocyfrowa, ale wtedy cały sprzęt cyfrowy był drogi – na przykład karta pamięci Sandisk 512MB kosztowała 700zł. Pozostaje mi tylko wspomnieć, że Nikon miał w niedługim czasie wypuścić model D70, więc pożałował Fuji korpusu i model S2 musiał się zadowolić mechaniką, ergonomią i opcjami z filmowego modelu F80. Jednak większość osób, w tym ja, kupowała ten model dla świetnej matrycy.

 

 

— Nikon D200 —

 

Krótko po wypuszczeniu na rynek modeli D2h i D2x, Nikon zaprezentował korpus D200. Reklamowany był jako młodszy brat D2x, który ma prawie tak samo dobrą matrycę, lecz jest mniejszy i poręczniejszy. No i dałem się skusić. Faktycznie aparat jest solidny, nieduży, ma praktycznie 90% takich samych ustawień jak D2x. Byłem przyzwyczajony do tego co oferował mi Fuji S2, więc wyjąłem aparat i zacząłem robić zdjęcia, akurat przypadła mi okładka do jednego z czasopism. No i zdjęcia masakryczne – popaprany kontrast, kolory jakieś dziwne, zdjęcie takie mało apetyczne. Oczywiście zdjęcia się bez problemu dało obrobić i uratować, ale niesmak pozostał. Co z tego, że D200 robi 5 klatek na sekundę skoro żadna z tych klatek mi się nie podoba. Spędziłem długie tygodnie robiąc testy i próbując dostosować aparat pod moje wyobrażenie koloru i kontrastu. Jakoś się udało, ale nie do końca, gdyż zawsze gdzieś aparat nie dawał rady. Jak ustawiłem delikatny kontrast i nasycenie odpowiednie do portretów, to lepiej gdy w kadrze nie pojawiała się trawa, gdyż nabierała ona ‘nuklearnego’ koloru. Gdy próbowałem ustabilizować zwariowaną zieleń trawy, to z kolei, ludzie wychodzili jakoś dziwnie.

 

Kolejną irytującą rzeczą był szum przy czułościach powyżej ISO400. Przy 100, 200, 400 obraz był czysty, a przy 800 nagle robił się straszliwy brud na zdjęciu. Gdyby przynajmniej szum odpowiadał kolorem zdjęciu, to można by to nazwać ziarnem, jednak na jednolitych kolorystycznie powierzchniach pojawiały się setki zielonych, czerwonych, żółtych i pomarańczowych kropek. Po kilku seriach zdjęć z wysoką czułością wiedziałem, że powyżej ISO400 nie mogę wyjść.

Przy okazji autofocus, choć szybki i wielopunktowy, był nieprecyzyjny. Nawet do niedawna myślałem, że to wina niektórych obiektywów, jednak już dzisiaj wiem, że to kwestia korpusu. Postaram się o tym kiedyś napisać.

 

A więc pomimo tego, że tyle lat fotografowałem Nikonem D200, to nie patrzę wstecz z radością. Aparat się wsłużył i sobie leży, ale nie darzę go szacunkiem.Być może gdybym zaczynał swoją przygodę z fotografią właśnie od aparatów cyfrowych, to byłbym szczęśliwy, ale za zbyt dobrze pamiętam film, więc D200 mnie nie oszuka.

 

 

— Fuji S5 Pro — Co mnie tak do tych Fuji ciągnie?

 

Mniej więcej od roku 2004 rozpoczęła się ‘wojna na tanie aparaty’ i każdy producent ‘wypluwał’ nowy model co kilka miesięcy tylko po to, aby ludzie pławili się w swojej konsumpcji i wydawali pieniądze. Ja już wiedziałem, że nie mogę dać się oszukać i czekałem na chwilę dla siebie. W międzyczasie Nikon nawypuszczał całą masę modeli, Canon zrestą też. Minolta się zbratała z Konicą, tylko po to aby upaść bezpowrotnie i zostać wykupioną przez Sony. Fuji wypuścił model S3, który był odrobinę lepszy niż S2, ale mechanicznie nadal nie wzbudzał respektu. Jego cena też była spora. Generalnie wiele się działo, a ja czekałem spokojnie.

 

Znowu sporo czasu minęło i Fuji wysłuchał próśb użytkowników i wyprodukował aparat, który uznał za przełomowy. Było to połączenie solidnego korpusu Nikona D200 z matrycą Fuji Super CCD. Firma uznała to za taki przełom, że pominięto liczbę 4 i od razu aparat otrzymał nazwę S5. Cena była oczywiście spora, więc ja nadal trochę odczekałem i na początku 2008r.kupiłem aparat za bardzo rozsądne pieniądze. W końcu mogłem wyjąć aparat z pudełka i bez większego grzebania w ustawieniach po prostu pójść i zrobić dobre zdjęcia.

 

Jako, że leżały obok siebie Nikon D200 i Fuji S5, to ja miałem pełną swobodę w porównaniu tych dwóch modeli. Uwaga, teraz będę mówił/pisał z czystym sumieniem i ręką na sercu…

 

Sporo ludzi narzeka na toporne menu obsługujące aparat. Wygląda na to, że Nikon nie zezwolił na używanie menu takiego jak w D200, które, nota bene, jest bardzo proste, szybkie w obsłudze i przejrzyste. Fuji więc stworzyło swoje menu, które faktycznie jest mało intuicyjne. Po przesiadce na S5 faktycznie palce fruwają nad przyciskami i człowiek się irytuje, jednak do czasu. Po prostu można się przyzwyczaić jak również menu to nie tetris i nie trzeba ciągle stukać przyciskami, tylko się ustawia co trzeba i po prostu robi zdjęcia, a więc osoba chcąca mieć dobre zdjęcia przeboleje menu w Fuji.

Kolejny zarzut wobec Fuji to prędkość. Nie ma jednak co narzekać, gdyż dotyczy to jedynie ilości klatek na sekundę. Autofocus jest identyczny jak w D200. Dla kogoś kto nie fotografuje pędzących motocykli, prędkość 3 klatek na sekundę wystarczy w zupełności… Aha, jeszcze menu w tym aparacie ma taką przypadłość, że całkowicie się blokuje na czas zapisu zdjęcia podczas, gdy w Nikonie jest pełna wielozadaniowość… No i na koniec warto dodać, że Fuji używa innej baterii niż Nikon. Co prawda są to takie same, identycznie wyglądające baterie, jednak mają zmienione oprogramowanie, przez co D200 nie rozpoznaje baterii z S5 i na odwrót.  Trochę się tego uzbierało, jednak należy pamiętać, że są to ‘wady’ nie wpływające na jakość zdjęcia. W każdym razie Fuji mi dzielnie towarzyszy, zwłaszcza w słoneczne dni, gdyż dzięki matrycy ‘Super CCD’ mogę prześwietlić o 3 przysłony a aparat mimo wszystko nie przepali zdjęcia.

 

 

— Nikon D3 —

 

W połowie 2008r kupiłem Nikona D3 i po dzień dzisiejszy podtrzymuję tezę, że jest to aparat wart swojej ceny. Rozdzielczość w sam raz jak na moje potrzeby. Powiedzmy sobie szczerze, że już od 5mpx można zrobić porządną okładkę, więc 12mpx absolutnie wystarcza. Poza tym w końcu powróciłem do pełnej klatki 35mm (24×36) i moje obiektywy znowu są sobą. Na dodatek Nikon D3 produkuje czyste i wyrazista zdjęcia przy bardzo wysokich czułościach – ta cecha okazała się tak istotna, że nie wyobrażam sobie fotografowania innym aparatem. Standardem stało się ISO800 czy ISO1000 a możliwość zrobienia dobrego zdjęcia przy ISO6400 jest czasami nieoceniona. Już nie wspomnę, że da się zrobić cokolwiek na ISO25000. Wtedy zdjęcie nie powala jakością, ale przynajmniej jest, podczas gdy inne aparaty po prostu nie fotografują w takich ciemnościach. Na tym się skończy mój opis, gdyż nie będę się rozpisywał na temat Nikona D3 skoro wszyscy inni to robią i chwalą to samo co i ja. Osoby, którym udało się dotrwać do końca mojego wpisu zapewne znają parametry Nikona D3, a jeśli nie to widocznie są bardzo wytrwałe i pewnie lubią dużo czytać, więc nic nie stoi na przeszkodzie aby użyć Googla.

 

 

Na tym koniec aparatów, które wywarły na mnie wrażenie. Po drodze jeszcze było kilka aparatów na film oraz ‘Hassel’, który nadal leży i czeka na lepsze czasy. Jednak nie potrafiłbym napisać o nich tak wiele jak o wyżej wspomnianych modelach.

 

 

 

 

 

 

4 Komentarze »

  1. Ciekawe czy jestem pierwszym czytelnikiem? Szczerze mówiąc przeczytałem wszystko co znajduje się na Twojej stronie.
    Spodobało mi się, że nie jesteś kolejnym “onanistą” sprzętowym jakich pełno na różnych forach foto. Dla mnie również ważne są końcowe efekty, a sprzęt ma być niezawodny i wygodnie leżeć w dłoni. Będę tutaj zaglądał.
    Aha, fajne fotki.
    Pozdrawiam, Paweł

    Comment by Paweł — 18-02-2009 @ 21:21:06

  2. Nikon D3 w 2000r? Chyba nie :)
    Pozdrawiam
    Remek

    Comment by Remek — 21-02-2009 @ 12:58:18

  3. Eh literówkę zrobiłem… Już poprawione.

    Comment by admin — 21-02-2009 @ 13:52:32

  4. Dzięki za komentarz pod moim zdjęciem. Gratuluję galerii i talentu. Pozdrawiam DD FoTo – http://www.ddfoto.pl

    Comment by Daniel — 18-05-2009 @ 16:15:03

TrackBack URL

Dodaj komentarz

UWAGA: Aby dodac komentarz odpowiedz na ponizsze pytanie. Jest to ochrona przed spamem.

Ile wynosi 15 + 14 ?
Please leave these two fields as-is:


2.8 akt aparat aparaty ccd CMOS DX dynamic range fotograf fotografia fotografik fuji Fuji S5 FX hasselblad iPhone jaskinia kamera kopalnia kradzież matryca moda modelki muzeum nano nikkor nikon Nikon D3 Nikon D200 obiektyw orange ostrość plagiat plener portret sesje zdjęciowe tamron telefon toyota umowa video woda wyzwalacz radiowy zdjęcia zenitar